poniedziałek, 6 listopada 2017

Mairi Wilson-List z przeszłości

Tytuł: List z przeszłości 
Autor: Mairi Wilson
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania:  Listopad 2017
Stron: 528

W ciągu kilku ostatnich tygodni los nie był dla Lexi łaskawy, w tragicznym wypadku ginie jej matka, niedługo po tym wydarzeniu umiera opiekunka jej mamy Ursula która była dla niej jak babcia, na domiar złego rozstaje się ze swoim narzeczonym. Kiedy zabiera się za porządkowanie mieszkania Usuli, które otrzymała od niej w spadku, znajduje tam list, który wywraca jej świat do góry nogami...

Uwielbiam kryminały, kocham kryminały i czasem zastanawiam się, po co sięgam po tytuły z innej półki? A no bo czasem to się opłaca a czasem nie, ale horyzonty warto poszerzać. Czy „List z przeszłości” Mairi Wilson spełnił moje oczekiwania? Czy pochłonął mnie bez reszty? Czy zmarnował mój czas?

Mairi Wilson urodziła się w Szkocji, ale dorastała w Anglii, Turcji, Danii i Hiszpanii. Obecnie mieszka w Edynburgu, choć dalej chętnie oddaje się pasji podróżowania po świecie. Zanim została pisarką na pełen etat, zajmowała się marketingiem. „List z przeszłości” to jej wielokrotnie nagradzany debiut literacki. Wcześniej wiersze i opowiadania autorki pojawiały się w publikacjach drukowanych, sieci i audycjach radiowych.

Początek książki jest niestety dość nudny, poza wewnętrznymi monologami głównej bohaterki niewiele się dzieje. Na szczęście gdzieś w połowie powieści, akcja zdecydownie nabrała tempa i  przegoniła moje znudzenie, a ja mogłam oddać się przyjemności czytania.


Poznajemy Lexi- Alexis Shaw w trudnym dla niej czasie, pogrążoną w żałobie po śmierci dwóch bliskich jej osób. W trakcie zamykania spraw zmarłych Lexi dowiaduje się, że została spadkobierczynią majątku Ursuli, porządkując jej a właściwie już swoje mieszkanie Leksi odnajduje wiele dokumentacji i listów i to właśnie jeden z nich sprawia, że chcąc poznać sekrety, o których przeczytała, wyrusza w podróż do przeszłości, podróż na drugi koniec świata do upalnego Malawi w Afryce.


„Ursulo, być może powinniśmy wziąć sprawy we własne ręce. To zaszła historia, ale może nadszedł czas, by ujrzała światło dzienne. [...] Może nadeszła pora, żeby właściwie i uczciwie wyprostować niesprawiedliwości z przeszłych czasów lub przynajmniej uczynić pierwszy krok, by je naprawić. [...] I pamiętaj, Ursulo, nie ma groźby szantażu, jeśli nie ma sekretów.”


Odkrywając kolejne karty, poznając nowe fakty i kolejnych ludzi w Lexi rodzi się nadzieja, że być może nie została na tym świecie sama, że jest jeszcze ktoś, kto będzie dla niej rodziną, ktoś z kim łączą ją więzy krwi. Nie wie jednak jak wielkie niebezpieczeństwo na siebie ściąga, zadając kolejne pytania i domagając się odpowiedzi. Nie każde sekrety chcą ujrzeć światło dzienne i są ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, aby pozostałe one nieodkryte. Jednak uparta Lexi dąży do celu, nie licząc się z konsekwencjami, które przyjdzie jej ponieść.

Lexi, główna bohaterka, irytująca od początku do samego końca. Nie lubię takich ludzi, brak jej charakteru, jest nieodpowiedzialna, samolubna i egocentryczna. Dorosła kobieta a chwilami zachowuje się jak niedojrzała nastolatka. Sprawy pogrzebowe swojej matki zrzuca na byłego narzeczonego, o czym on sam dowiaduje się, dopiero gdy po kilku próbach udaje mu się dodzwonić do Lexi. Ona w tym czasie zdążyła już dotrzeć do Afryki. Swoje niby spontaniczne decyzje podejmuje po długiej i burzliwej wewnętrznej walce ze swoimi myślami. Ciągle zadaje sobie pytania w stylu: co by powiedziała mama? A co by powiedział Danny (jej były)? Po czym tupie nóżką, dochodząc do wielce odkrywczego wniosku, że to jej życie i jej decyzje. Nie jestem pewna czy w książce jest jakiś pozytywny bohater. Wszyscy zdają się maczać palce w podejrzanych sprawach, a każdy zły uczynek usprawiedliwiany jest większym dobrem.

Książka nie pochłonęła mnie od samego początku, trochę to trwało, zanim rozbudziła moją ciekawość. Akcja rozwijała się bardzo powoli, ale później czyta się naprawdę przyjemnie. Powiedziałabym, że List z przeszłości to powieść przygodowa i daleko jej do kryminału, ale zagadka okazuje się nad wyraz wciągająca. Debiut Mairi Wilson, okazał się książką  naprawdę dobrą, mimo jej wad. W sam raz na jesienny wieczór. Polecam ją miłośnikom, nieco szalonych, przygód detektywów amatorów.

15 komentarze:

  1. Mam dość podobne odczucia. Raczej nie nazwałabym tej książki kryminałem, ale thrillerm już tak. Może nie jakimś wybitnie dobrym, ale całkiem przyjemnym. Poza tym mnie równoeż nie wciągnęła ta książka od razu, jednak później czytałam z wielkim zapałem. Co do bohaterki to rzeczywiście mnie irytowała, ale tylko momentami. Nie była dla mnie jakoś specjalnie uciążliwa.

    Tutaj znajduje się pełna recenzja tej książki, więc serdecznie zachęcam do jej przeczytania:
    http://biblioteka-feniksa.blogspot.com/2017/10/30-list-z-przeszosci-mairi-wilson.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tak wiele różnych opinii o tej książce, że nie mogę się zdecydować, czy ją przeczytać.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż to może przeczytaj i przekonaj się z którą opinią się zgadzasz :-) pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja mam odwrotnie, raz na jakiś czas sięgam po kryminał mimo iż nie jest to jakiś mój ulubiony gatunek ;) Wydaje mi się, że głównie dlatego, że nie trafiam na jakieś rewelacyjne kryminały. Bo umówmy się - "Dziewczyna z Pociągu" czy "Zaginiona dziewczyna" obok prawdziwego kryminału nawet nie stały ;)
    "List z przeszłości" zapowiada się ciekawie, myślę że to pełni moje klimaty. Aż dziwne że wcześniej nie słyszałam o tej książce :)

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książka jest debiutem literackim tej autorki i łatwo mogła umknąć Twojej uwadze :-) pozdrawiam i zachęcam do przeczytania.

      Usuń
  4. Z jednaj strony po przeczytaniu tej recenzji czuje się zachęcona, a z drugiej nie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech dylematy :-) jeśli lubisz lekki kryminał a nie staszny Ci długi wstęp do akcji to warto przeczytać ;-) pozdrawiam.

      Usuń
  5. Bardzo mnie intryguje ta książka :) Raczej po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię nudnych początków, ale fabuła brzmi naprawdę zachęcająco, a ja muszę zmienić swój repertuar bo ostatnio sięgam tylko po jeden gatunek książek. Chyba po nią sięgnę.
    https://zakatek-ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nudne początki potrafią zniechęcić ale w tym przypadku rozwój wydarzeń rekompensuje początkową nude :-)

      Usuń
  7. Jestem zainteresowana, bardzo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że bohaterka jest irytująca. Dużą wagę przykładam do nich i lubię ich analizować, nierzadko też się utożsamiać. No i niestety nudny początek też nie zachęca. Jednak(!) jeżeli książka wpadnie w moje ręce, tak czy siak dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta książka raczej nie przypadnie mi do gustu. Sam opis nie sprawia, że chcę rzucić okiem chociażby na jedną stroniczkę, ale żeby to zrobić, wypadałoby mieć tę książkę. xD Już spotykałam tak irytujące bohaterki, że zastanawiałam się nad spaleniem książek, które o nich opowiadały, ale udało mi się jakoś powstrzymać. Wolę jednak unikać podobnych sytuacji, bo może się okazać, że jednak ta jedna wkurzająca postać zaważy na wszystkim i zdecyduję się uszkodzić książkę, czego nie chcę. ;x
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  10. Może to nie jest typowy kryminał, ale nie czepiajmy się i tak może być przyjemnie, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Skoro jesteś już tutaj, będzie mi miło jeżeli zostawisz po sobie komentarz :)

© Pośredniczka książek, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena