poniedziałek, 8 maja 2017

Amy Harmon-Making faces






W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young — błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym — to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.


To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.
Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?

źródło opisu: http://septem.pl
O „Making faces” słyszałam wielokrotnie. Spotkałam się z wieloma opiniami wychwalającymi dzieło Amy Harmon. Gdy nadarzyła się okazja przeczytania tej książki, nie wahałam się ani chwili i z niecierpliwością zabrałam się za jej lekturę.
"Każdy jest dla kogoś głównym bohaterem..."
Niestety, jak to często bywa przy wygórowanych oczekiwaniach, już pierwsze rozdziały ostudziły mój zapał. Licealne wielkie i mniejsze miłości mają to do siebie, że zostały już opisane na wszelkie możliwe sposoby, czym więc Amy Harmon zdobywa tak wielkie rzesze fanów?

Amy Harmon (ur. 17 września 1968r) mówca motywacyjny, nauczycielka i mama. Dorastała na wsi, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. ukończyła dziennikarstwo na University of Michigain. Zdobyła nagrodę Pulitzera w kategorii „dziennikarstwo wyjaśniające". Jej książki opublikowano w siedmiu krajach. W Polsce do tej pory ukazały się dwie powieści „Prawo Mojżesza"oraz „Pieśń Dawida".


Jak już wspomniałam, fabuła na początku lektury nie zachęca do kontynuacji czytania. Jesteśmy w liceum, w małym miasteczku i obserwujemy jak Fern „ślini się” na widok szalenie przystojnego Ambrose'a, który notabene, nawet jej nie zauważa. Śledzimy poczynania chłopaka w drużynie zapaśniczej. Obserwujemy, jak zdobywa kolejne odznaczenia i uwielbienie płci pięknej. Losy bohaterów przecinane są retrospekcjami z przeszłości, które są dość irytujące, gdyż początkowo niewiele wnoszą do książki i wydawałoby się, że nie mają kompletnie sensu.

Sytuacja zmienia się gdzieś w połowie książki, gdy po ataku terrorystycznym na World Trade Center, Ambrose postanawia wyjechać do Afganistanu. Fabuła diametralnie zawraca i po długim wstępie, przy którym lekko się wynudziłam, autorka przeszła do meritum swojej książki, od którego już oderwać się nie mogłam. Po zakończonej lekturze wszelkie moje wcześniejsze zarzuty nie mają racji bytu. Płaskie charaktery bohaterów równoważy postać Baileya, a retrospekcje okazują się idealnie dopełniać fabułę powieści.


"Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne."
Nie jest mi łatwo wyrażać opinie o tej książce, kiedy po jej przeczytaniu mam w głowie całkowity mętlik. „Making faces” jest tak naładowana emocjami, że jej czytanie aż boli. Niezbyt często zdarza mi się płakać przy lekturach, czasami oczy mi się zaszklą ze wzruszenie, ale przy powieści Amy Harmon wyłam (bo inaczej tego nazwać nie można) nieprzerwanie przez chyba godzinę. Łzy bardzo utrudniają czytanie, ale nie mogłam przerwać.

Bohaterowie „Making Faces” są bez wątpienia realni, ale brakuje w nich głębi i wyrazistości, wszystkim poza jednym. Bailey jest jedyną postacią w całej książce, która udowadnia, że talent autorki do kreowania swoich bohaterów literackich, jest naprawdę imponujący. Swoją bezpośredniością i specyficznym poczuciem humoru bardzo szybko sprawił, że bardzo go polubiłam i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam jego poczynania.

„Making faces” pod fasadą błahego romansu nastolatków i przewidywalnej fabuły, kryje w sobie niewyobrażalny ładunek emocjonalny, który wręcz przygniata czytelnika. Jeżeli szukasz lekkiej powieści, o której zapomnisz zaraz po przeczytaniu, to ta lektura nie jest dla Ciebie odpowiednia. „Making faces” jest książką, którą odczujesz każdą komórką ciała i każdym nerwem, a po zakończonej lekturze spojrzysz na życie w całkiem inny sposób.



Tytuł: Making faces
Autor:  Amy Harmon
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 7 stycznia 2017
Stron: 344

Książka bierze udział:





24 komentarze:

  1. Czytałam w zeszłym tygodniu i rozczarowałam się. Choć nie jest to słaba książka to po przeczytaniu "Prawa Mojżesza" tej autorki oczekiwałam czegoś więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie muszę przeczytać Prawo Mojżesza :)

      Usuń
  2. We mnie wywołała podobne emocje, jednakże mi przypadła do gustu od samego początku, choć faktem jest, że prawdziwe emocje poczułam dopiero pod koniec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku trochę zmuszałam się do czytania, ale potem to już było świetnie :)

      Usuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji by przeczytać tej książki, mam nadzieję iż szybko to się zmieni. Twoja recenzja bardzo zachęca do sięgnięcia po nią!
    https://wroclawianka-czyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że bohaterom brakuje głębi. Ale i tak mam ochotę przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i ja byłam tą książką zachwycona. Emocjonalnie mnie zmasakrowała, też wylałam przy niej sporo łez. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cały czas się zastanawiam nad tą pozycją, bo nie jestem do końca przekonana czy to książka dla mnie. To niezwykłe, że pod fasadą takich banalnych miłostek można ukryć taki ładunek emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka bardzo się postarała, aby te emocje oddziaływały na czytelnika :)

      Usuń
  7. Uwielbiam tę książkę!
    Bailey to takie słoneczko, jest naprawdę najlepszą postacią. Wiecznie uśmiechnięty mmo tych wszystkich przeciwności losu, został w moim serduchu.
    POzdrawiam!
    Książkowy Zakątek

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa recenzja :). Nie wiem czy po ten tytuł sięgnę, bo oczekuje od książki troszeczkę więcej.

    Pozdrawiam serdecznie
    zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam podobne opinie odnośnie początku tej książki, ale raczej wszystkim podoba się dalsza część. Muszę sama ją kiedyś przeczytać i wyrobić swoje zdanie. :)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie nie jest to książka dla mnie ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Do tej pory czytam same pozytywne opinie o tej książce, więc musi coś w niej być :) Z wielką chęcią sama po nią sięgnę i dowiem się, co w niej tak przyciąga :)

    Pozdrawiam,
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety nie miałam jeszcze do czynienia z tą autorką, ale wiem, że książki jej są rewelacyjne. Miejmy nadzieję, że kiedyś je przeczytam... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje odwiedziny. Skoro jesteś już tutaj, będzie mi miło jeżeli zostawisz po sobie komentarz :)

© Pośredniczka książek, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena